Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2016

Dieta Jestemfit.pl - czyli jak przytyłam

W ostatnim czasie wiele się u mnie działo, wiele złego, czego skutkiem była jeszcze większa niedowaga niż wcześniej. Z 48kg spadłam do 44kg, zerowy apetyt, ogólne problemy z jedzeniem... To nie zapowiadało się dobrze. Biorąc pod uwagę fakt, że chodzę na siłownię, moja dieta powinna być zdrowa i o wiele bardziej kaloryczna. Z pomocą przyszła dieta stworzona specjalnie dla mnie z portalu Jestemfit.pl. Mimo iż jest to dieta tworzona przez internet i wszystko jest banalnie proste, musimy wypełnić ankietę, która porusza chyba każdy ważny temat podczas układania diety. W razie wątpliwości możemy skontaktować się bezpośrednio z naszym dietetykiem - o moim przykładzie za chwilę.


Ankieta przyszła mi na emaila na następny dzień, wypełnienie nie zajęło mi dużo czasu, ale warto się na niej skupić. Jak dla mnie - świetnie, że jest możliwość wyboru ile różnorodnych posiłków w ciągu tygodnia chcielibyśmy jeść. No cóż, jako studentka nie mogę sobie pozwolić na codziennie inne rarytasy i jak pewnie większości z Was, zdarza mi się gotować np. na 2 dni lub po prostu robię coś z połówki danej rzeczy i fajnie jest wykorzystać w innym dniu też tą "drugą część" ;) Po określeniu wszystkich najważniejszych rzeczy o naszej diecie, wysyłamy ankietę i czekamy na gotową dietę. Pojawia się od razu na portalu Jestemfit po zalogowaniu - i warto to kontrolować, ja niestety przegapiłam pierwszy dzień czekając na jakąś informację na emailu, której nie dostałam. Pierwszy plus jaki zauważyłam już po otrzymaniu diety? Co tydzień otrzymujemy listę zakupów. Świetna sprawa, bo można zrobić w weekend jednorazowe większe zakupy z czystym sumieniem, że o niczym nie zapomnieliśmy i nie trzeba będzie biegać do sklepu podczas przygotowywania obiadu.


Na pierwszy rzut oka dieta przeraziła mnie swoją "zdrowością". Jak to, żadnego kotleta? Warzywo, warzywo, ryż, warzywo, poprzeplatane z jajkami. Mimo wszystko spróbowałam, wiem że moja dieta woła o pomstę do nieba, przyda się jakieś urozmaicenie. Nie ukrywajmy, pierwsze dni mnie załamały. Ilość kalorii była dla mnie zbyt niska, rozpisano mi 1900kcal przy czym przy moim trybie życia i wadze powinnam zjadać codziennie około 2400-2500kcal. Oczywiście nie skończyło się na płaczu, a na natychmiastowym kontakcie z dietetyczką. Po mojej wiadomości po około 2 godzinach otrzymałam telefon, sprawa została wyjaśniona (niedoprecyzowanie ile kalorii zjadałam do tej pory), a ilość kalorii w diecie na stronie natychmiast zmieniona. Kontakt jak najbardziej na plus! Na bieżąco możemy korzystać z czatu, jeżeli coś nam się w diecie nie spodoba, jeśli jednak nie chcemy używać jakiegoś produktu lub dany posiłek nam nie pasuje/nie smakuje. Dietetycy też są ludźmi i nie będą wciskać nam niczego na siłę, a postarają się pomóc i w miarę możliwości zmienić co trzeba.

Przyznam, nie trzymałam się ściśle diety. Często wpadł nam na obiad wspomniany kotlet zamiast makaronu z krewetkami, które totalnie nie są dla mnie. Jako duży plus traktuję fakt, że w końcu mogłam urozmaicić moje posiłki. Codzienny serek na śniadanie zastąpiły różne warianty jajecznicy, grillowanych kanapek, choć bez zwykłej kanapki z szynką i ogórkiem też się nie obejdzie, na szczęście dieta i to obejmuje. Co było dla mnie zupełną nowością - na obiad zero ziemniaków. Nie narzekam, szczerze wolę makarony i ryż, w końcu miałam pretekst aby przekonać do tego mamę. Uwielbiam sałatki i miałam możliwość wypróbowania kilku nowych. Żeby nie było tak kolorowo - trochę też ponarzekam. Na drugi posiłek zaznaczyłam lunchbox z nadzieją, że zainspiruję się czymś ciekawym, smacznym i pożywnym, aby brać na uczelnię. Niestety oprócz kanapek (choć wersja z grillowanym kurczakiem mi się spodobała i czasem zagości na uczelni) dostałam w diecie jedynie koktajle. Choćbym nie wiem jak się starała, koktajl nie zaspokoi u mnie głodu, a do obiadu o 16 już od długieeego czasu będzie mi burczało w brzuchu. Kiedy jestem w domu, mogę sobie rozbić choćby kromki ze śniadania (wg diety powinnam jeść 4), i połowę jem nieco później. W roku akademickim jest to niestety bardziej kłopotliwe, trzeba będzie kombinować :) Jednak z diety korzystałam jeszcze w trakcie wakacji, więc nie przeszkadzało mi takie rozwiązanie i postanowiłam nie wymieniać tych produktów.

Na zdjęciu powyżej pokazałam Wam jak opisany jest każdy z posiłków. Tutaj duży plus, bo w dietach często dostajemy puste hasła co mamy o danej porze zjeść. W przypadku tej diety, każde danie jest pokazane na zdjęciu, dostajemy szczegółowy opis sposobu przygotowania z konkretnie rozpisaną ilością składników oraz informacje o zawartości makroskładników w danym posiłku. Niby banalne rzeczy, ale bardzo ułatwiające życie na diecie.

Cieszę się, że mogłam wypróbować coś nowego. Jajecznica zawsze była dla mnie po prostu jajkiem, a nie kombinacją z warzywami. Właśnie, w mojej diecie w końcu pojawiło się mnóstwo warzyw. Mimo że lubię koktajle, do tej pory raczej ich nie robiłam. Dieta była moją małą motywacją, żeby wziąć w rękę blender. Nagadałam się o jedzeniu, a na koniec wypadałoby wspomnieć o tym najważniejszym. Jakiś czas temu waga wskazała liczbę 44 na czczo, można powiedzieć że praktycznie po 3dniowej głodówce spowodowanej kłopotami z jedzeniem. Wcześniej przez długi czas stała na 48kg, a to dla mnie mimo wszystko za mało - dalej niedowaga. Walczę, aby przytyć, a przy okazji wyrzeźbić ciało. Aktualnie stanęło na 49,5kg i mam nadzieję, że uda mi się zdobyć jeszcze te 2-3kg :)

Koktajl czekoladowy z bananem

niedziela, 4 września 2016

Pomiar ciała na wadze Tanita

O Tanicie słyszy się ostatnio coraz częściej. To nie tylko zwykła waga, ale przede wszystkim analizator składu naszego ciała. Trzy lata temu mogliście przeczytać tu post na jej temat, wtedy jednak wtedy miałam styczność jedynie z baardzo podstawową analizą. Kilka dni temu na siłowni miałam przyjemność skorzystać z jej bardziej urozmaiconej wersji. Całość badania trwa zaledwie minutę, a to co taka waga potrafi jest zachwycające. Niestety jej koszt jest ogromny (model, z którym miałam styczność kosztuje powyżej 20000zł), dlatego warto rozejrzeć się za takową na własnej siłowni czy na przykład u dietetyka.
 
Tym razem nowością były dla mnie dołączone rączki. Jak pisze producent, zastosowano w niej unikalną innowacyjną technologię wykorzystującą metodę bioimpedancji elektrycznej (BIA) i prąd o różnych częstotliwościach, które są zmieniane w trakcie pomiaru dzięki czemu pozwalają na dokładniejsze wyniki oraz zwiększenie powtarzalności otrzymanych rezultatów. Jeśli prąd dla kogokolwiek zabrzmiał nieco strasznie, z czystym sumieniem stwierdzam że nie poczułam zupełnie nic ;)

Całkowita analiza składa się z ilościowych informacji o tkance tłuszczowej, zawartości wody w organizmie z podziałem na wewnątrz komórkową i zewnątrz komórkową. Segmentowa analiza zawiera m.in. rozłożenie masy w poszczególnych kończynach i korpusie ciała. O co konkretniej chodzi i z czym to się je? Zobaczcie moje wyniki!


Tak, pierwsze linijki wręcz proszą się o skomentowanie. W ostatnim czasie pojawiła się u mnie niedowaga - wskazuje na to zarówno waga, zawartość jak i sama masa tłuszczu w moim organizmie. Jestem tego w pełni świadoma, a nawet z tym walczę. W kolejnym poście przeczytacie więcej na temat mojej współpracy z Panią dietetyk :)
Masa mięśni jest w porządku, choć mam nadzieję że skoczy w górę, a obijanie się o dolną granicę normy to jedynie skutek 1,5 miesięcznej przerwy od siłowni i laby.
Mój wiek metaboliczny wskazuje... 12 lat. To dobrze, źle? Powinnam się cieszyć młodością czy raczej wracać do podstawówki? To nic innego jak wiek naszego organizmu, a konkretniej czy nasza przemiana materii, waga mięśni, tkanki tłuszczowej i wody w organizmie jest w porządku. Jeśli Twój organizm ma więcej lat od Ciebie - pora porządnie wziąć się za siebie!

BMR - współczynnik ten określa minimalną ilość kalorii niezbędnych do zachowania podstawowych funkcji organizmu. Nie bierzmy go jednak do serca, wskazuje naprawdę MINIMALNĄ ilość potrzebną do przeżycia, a nie zdrowego, w pełni prawidłowego funkcjonowania. Ja jem obecnie około 1000kcal więcej niż wynosi moje BMR :)


Oprócz tego mogę także obrazowo zobaczyć jak wygląda rozmieszczenie moich mięśni oraz tłuszczu w ciele - z ciekawostek dowiedziałam się, że moja prawa noga ma 0,2kg więcej mięśni niż lewa, a jednocześnie jest w niej nieco więcej tłuszczu. 

Jeśli macie możliwość skorzystania z takiej wagi, nie czekajcie! Ja żałuję, że przez wcześniejsze 4 miesiące korzystania z siłowni dopiero teraz zrobiłam pomiary. Już nie mogę się doczekać końcówki miesiąca, kiedy będę mogła porównać wyniki po miesiącu regularnych ćwiczeń.

Koniecznie podzielcie się z nami wynikami i doświadczeniami po wykonaniu pomiarów! :))

sobota, 16 lipca 2016

Butelka z filtrem Dafi - pij wodę z kranu!

Ponad 2 lata temu na blogu mogliście przeczytać recenzję butelki, która filtruje wodę z kranu. Po pewnym czasie post został edytowany, jako że butelka w końcu wylądowała w koszu. Dziś natomiast mamy dla Was kolejną recenzję butelek z filtrem, tym razem firmy Dafi. Zacznijmy najpierw od samego przedstawienia produktu, w dalszej części będziecie mogli poznać naszą opinię.

Informacje ze strony producenta: "Butelka filtrująca została zaprojektowana dla osób, które doceniają rolę regularnego nawadniania organizmu, uprawiają sport i praktykują zdrowy styl życia. Butelka wyposażona jest w unikatowy filtr węglowy, który usuwa smak i zapach chloru z wody kranowej. Zastępuje 300 półlitrowych butelek PET, dzięki czemu do środowiska nie trafia rocznie ok. 26,4 kg plastiku!". Ku mojemu zdziwieniu cenowo prezentuje się naprawdę nieźle. Butelka w sklepie Dafi kosztuje 35zł, w promocji możemy kupić butelkę wraz z zapasem 2 filtrów za 60zł, sam dwupak filtrów za 35zł lub zestaw 3 butelek z filtrami za 85zł (czyli niecałe 30zł za butelkę!). Jest także łatwo dostępna stacjonarnie, np. w Rossmannie za 29,99zł. Jeżeli chodzi o cenę i dostępność - wypada jak najbardziej na plus!

W samym stosowaniu butelki nie ma nic trudnego. Przed pierwszym użyciem trzeba ją dokładnie oczyścić. Instrukcję, co robić krok po kroku znajdziemy na opakowaniu. Później wystarczy odkręcić butelkę, wlać wodę z kranu, zakręcić i gotowe, możemy pić!

Ania: Pora na kilka zdań ode mnie. Zapachu chloru czy typowej "kranówki" faktycznie nie czuć. Po nalaniu kilkukrotnie widziałam w wodzie pływające drobinki, robiła się lekko mętna zamiast być przezroczysta. Jak zapewnia producent, to całkiem normalne, a pływające drobinki to po prostu nieszkodliwe drobinki węgla naturalnego. Smak... zawsze ciężko jest mi określić smak wody. Jedne się po prostu lubi, innych nie. Ten jest jak najbardziej w porządku. Sam kształt butelki sprawia, że wygodnie trzyma się ją w ręce. Dużą zaletą jest też dla mnie fakt, że posiada zatyczkę przyczepioną do butelki, jak w sportowych bidonach, dzięki czemu wygodnie się pije, nie zgubię jej i jest szczelna, w razie gdybym nie do końca zamknęła "dziubek". Co więcej, wspomniany dziubek nie przepuszcza wody, nawet jeśli butelka jest przechylona, dopóki jej nie nacisnę! Ciekawe czy będzie tak szczelna po dłuższym czasie użytkowania, podzielę się opinią po wymianie filtra. Czy jest przydatna? Dla mnie bardzo. Często chodzę na siłownię na przykład po zajęciach, czy po siłowni później gdzieś jeszcze idę. Nie muszę nosić ciężkiej wody zawsze ze sobą, mogę ją nalać już na miejscu, a gdy te 0,5l mi nie wystarczy - po prostu dolewam jej sobie w łazience. Przydaje się oczywiście nie tylko na siłowni. Kiedy spędzam czas u znajomych, a na dworze jest upał, często przed wyjściem nalewam sobie wody na drogę powrotną, dzięki temu nie muszę jej cały czas targać w torbie, ani kolejny raz wydawać pieniędzy w sklepie. To spora wygoda, oszczędność pieniędzy no i siły ;) Do tej pory butelka nie zaczęła się odkształcać ani przeciekać, a to chyba najważniejsze.


Asia: Dafi to moja pierwsza butelka filtrująca wodę kranową. Wyobraźcie sobie tę wygodę picia wody kiedykolwiek i gdziekolwiek chcecie, za darmo. Ja doświadczam tej wygody codziennie :) Butelkę Dafi zabieram ze sobą wszędzie: na siłownię, do pracy, na spacer, po prostu zawsze jest przy mnie. Nie muszę się martwić, że nie mam gotówki w portfelu, żeby kupić wodę, nie wydaję tyle pieniędzy na nawadnianie organizmu, a jest to bardzo ważne, zwłaszcza latem. Mimo iż noszę ją ze sobą, to nie odczuwam jej obecności, jest lekka, poręczna. Pojemność 0,5 litra zapewnia, że woda zawsze jest świeża, ponieważ częściej muszę butelkę napełniać. Świetnie pomyślany korek na gumie zapobiega ewentualnemu zagubieniu, nie przeszkadza też podczas picia, jest elastyczny. Butelka nie przecieka, jest elastyczna, nie odkształca się. Jestem raczej wybredną osobą, jeśli chodzi o smak wody, ale ta butelka niweluje go całkowicie. Jest po prostu dobra. Nie zauważyłam żadnych drobinek, których możliwość pojawienia się zapowiadał producent. Być może pojawią się pod koniec żywotności filtra. Jednakże producent zapewnia, że nie są one szkodliwe, ponieważ to naturalny składnik. Woda również nieposzarzała, jest przejrzysta. Przed pierwszym użyciem należy butelkę dokładnie umyć, o czym jasno i wyraźnie mówi instrukcja mycia krok po kroku dołączona do opakowania. Butelkę używam od dwóch tygodni i jestem zadowolona. Zobaczymy, jak sprawdzi się w dalszym okresie eksploatacji :)


Co sądzicie o takich butelkach? Może już taką posiadacie?

niedziela, 20 marca 2016

Mata do ćwiczeń Sissel


Podczas ćwiczeń w domu korzystamy z maty treningowej, nawet nie zwracając uwagi na to jak ważną rolę spełnia. Jednak w sklepach sportowych na działach fitness jest ich naprawdę sporo i często ciężko jest wybrać tą odpowiednią. Moja pierwsza mata była jedną z najtańszych. W ostatnim czasie miałam okazję przetestować matę Sissel, która jest już z wyższej półki cenowej. Czym się różnią i czy warto stawiać na droższą wersję? Zachęcam do przeczytania recenzji!

Mata gimnastyczna Sissel, którą testowałam, ma wymiary 180x60x1,5cm. Przy moim wzroście (165cm) długość była idealna. Poprzednia mata była niestety krótsza i podczas ćwiczeń wystawałam poza nią, co często było niekomfortowe. Kolejna różnica która od razu rzuca się w oczy to grubość. Cienkie maty nadają się do lekkich ćwiczeń i oczywiście zdecydowanie szybciej się zużywają. Ta o grubości 1,5cm powinna wytrzymać dłużej, jej zadaniem jest lepiej absorbować siłę uderzeń, a osobiście odczuwam tu także kwestię wygody - na macie grubszej ćwiczy mi się po prostu wygodniej.

W małym mieszkaniu ważną kwestią jest też fakt ile miejsca mata zajmuje. Tą mniejszą bez problemu chowałam do szafy, a jak jest w tym przypadku? Niestety nie da się jej zwinąć w mały rulonik, nie dałam rady zrobić węższego rulonu niż ten, który wyjęłam z kartonu w którym ją otrzymałam. W efekcie końcowym zajmuje około 3 razy więcej miejsca. Dla ludzi którzy mają dużo miejsca to pewnie bez różnicy, ale w małym mieszkaniu jest to dla mnie spory minus.



Okej, wizualnie mata sprawdzona, ale przecież najważniejszy jest fakt jak się ją użytkuje! Kiedy usiadłam na niej po raz pierwszy zabierając się do ćwiczeń, poczułam się jakbym usiadła na materacu, a nie na macie do ćwiczeń, która leży na podłodze. Po męczącym dniu w chwilach słabości motywuje do... pójścia spać haha ;) Wygodę oceniam więc na plus. Moje ćwiczenia na macie są ostatnio dość intensywne, dużo się ruszam, ale mata na szczęście się nie ślizga, z czym miałam problem przy poprzednim "zwyklaku z sieciówki". Mam wrażenie że sąsiedzi mieszkający piętro pode mną też polubili tę matę - wydaje mi się, że ćwiczenia które na niej wykonuję, robię zdecydowanie ciszej dzięki grubości maty i materiałowi z jakiego jest wykonana. Przy tej poprzedniej wszelkie stukania, tupania nie były w żaden sposób zagłuszane, amortyzowane.

Czasem po ćwiczeniach zdarzało mi się wstawać z bolącymi, startymi kolanami. Teraz nie mam takich problemów, podczas testów próbowałam wręcz specjalnie upadać na matę i ocierać się o nią, co często zdarza się podczas ćwiczeń. Jest na tyle gruba i miękka, że nie poczułam żadnych efektów ubocznych.


Porównując "sieciówkowego zwyklaka za 20zł" do testowanej maty Sissel to szczerze mówiąc dwa różne światy. W końcu odkryłam komfort ćwiczenia w domu! I przede wszystkim tę drugą da się bez problemu umyć, co było praktycznie niemożliwe przy bardzo chropowatej powierzchni tańszej wersji maty. Oceniam ją zdecydowanie pozytywnie, a jedynym minusem jest dla mnie fakt, że ciężko jest mi ją przechowywać przez jej wielkość i grubość. No i oczywiście cena może niektórych przerażać. Czy bym ją poleciła? Wcześniej ćwiczyłam na macie może... dwa razy w tygodniu. Jeżeli podobnie wygląda Twoja aktywność, raczej szkoda pieniędzy. Jeśli natomiast ćwiczysz regularnie, moim zdaniem warto zainwestować w coś porządnego, wygodnego, bardziej profesjonalnego. Osobiście jestem nią zachwycona! Mam nadzieję, że wytrzyma ze mną długi czas bez zniszczeń.

środa, 6 stycznia 2016

Batony proteinowe Sante GO ON!

Batony towarzyszą wielu osobom, zarówno tym uprawiającym sport jak i wszystkim innym. Jednak osoby aktywne fizycznie szukają w nich czegoś innego niż pozostali. Batony proteinowe często traktowane są jak "batony odchudzające", co oczywiście nie do końca jest prawdą. Mimo wszystko ich skład zdecydowanie bardziej nadaje się na przekąskę niż typowe czekoladowe batony.

Batony proteinowe dostarczają białka i szybko zaspokajają głód. Są idealną przekąską kiedy przez długi czas uprawiamy sport (wycieczka rowerowa, dłuższy bieg, czy choćby spacer po górach) lub kiedy po ukończeniu wysiłku nie możemy w najbliższym czasie zjeść pełnowartościowego posiłku. Dzięki nim w szybki i łatwy sposób dostarczymy sobie energii.

Do moich rąk trafiły batony Sante GO ON! Porównując ceny do batonów konkurencji można zauważyć, że są jednymi z najtańszych batonów proteinowych. Ceny wahają się między 2,19zł a 4,49zł (w skrajnych przypadkach, najczęściej spotykana cena to max 3,50zł).




Zacznijmy więc od składu.
Zawartość białka jest zdecydowanie zbyt niska dla "zawodowców", którzy na co dzień dążą do powiększenia masy mięśniowej. Jest go zaledwie 9-10g w batonie, co wcale nie robi wrażenie przy reszcie składu. Jednak głównym zadaniem batonów jest dostarczanie energii, więc nie będę na to narzekać. Najmniej kalorii ma baton o smaku czekoladowym (217kcal), natomiast najwięcej ten o smaku kokosowym (252kcal). Pozostałe raczej zbliżają się ku tej mniejszej wartości. Zawartość tłuszczu to ok. 10g w batonie (15g w kokosowym) i ok. 15g cukrów. Warto o tym pamiętać i będąc na diecie nie objadać się takimi batonami "bo przecież mają zdrowy skład". Pamiętajmy, wszystko z umiarem! :)

A co ze smakiem?
Testowałam wszystkie dostępne smaki i moje serce podbił zdecydowanie smak żurawinowy, co zresztą podejrzewałam, bo jest moim ukochanym w każdej postaci ;) Jest delikatny, nie czuję się "obciążona" i co najważniejsze, nie czuję przesłodzenia w ustach przez kolejne kilkanaście minut, co się często zdarza po zjedzeniu batonów.  Wanilia i orzech jak dla mnie są zjadliwe. Serca nie podbiły, kubeczków smakowych również, w sklepie bym pewnie po nie nie sięgnęła jeśli zobaczyłabym obok także żurawinę. Za smakiem batonów kokosowych nie przepadam, więc będąc lekko nieobiektywną powiem że mi nie smakował. Wersja kakaowa jest dla mnie za słodka, ale co kto lubi.


Przeczytajcie jeszcze opinię Kasi: Do tej pory tylko raz miałam okazję zetknąć się z batonem GO ON, dlatego byłam bardzo podekscytowana kolejną możliwością ich wypróbowania. I to w dodatku wszystkich smaków! Miałam je przy sobie na treningach ale i na uczelni, gdzie okazywały się dobrą przekąską dodającą trochę energii i chęci do życia między wykładami. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu smak żurawinowy – nie za słodki, z pysznymi żurawinowymi kawałkami. Na drugim miejscu uplasowałabym GO ON Energy, kokosowy smak, fajna konsystencja, mniam. Z kolei najmniej smakował mi baton czekoladowy i waniliowy. Lekko za słodkie, nie dałam rady zjeść całego batona na raz, chociaż nie są przecież rozmiarowo jakieś duże. Jednak ogólnie rzecz biorąc mam bardzo dobre zdanie na temat tego produktu i jeżeli będę miała jeszcze taką okazję to na pewno je zakupię.

Czy batony proteinowe naprawdę działają?
Szybko zaspokajają głód co pozwala kontynuować wysiłek lub nie zmusza mnie do zjedzenia natychmiast po nim porządnego posiłku. Nagłego wielkiego przypływu energii nie poczułam, ale pozwala "odżyć" w chwilach słabości i głodu powysiłkowego.

Mam nadzieje, że osobom, które wygrają batony w rozdaniu, również będą one smakować :)

środa, 20 maja 2015

KAROLINA odNOWA

Pewnie większość z Was miała już okazję spotkać się z książką Karoliny i Macieja lub chociaż kojarzy jej okładkę.


“Karolina odNowa. 69 przepisów na młodość” to trzecia z serii książka Karoliny i Macieja Szaciłłów. To opowieść dwojga kochających się ludzi, o tym, jak wspólnie poszukują sposobu, by skutecznie dbać o własne ciało i ducha oraz o tym, jak każdego dnia rozbudzają w sobie apetyt na życie.  

Przyznam, że tytułami "Swojsko. Karolina na tropie polskich smaków" i "Karolina na detoksie. Oczyszczanie organizmu w 7 dni" zainteresowałam się dopiero po zapoznaniu z najnowszą książką, ale to nie o nich dzisiaj będzie mowa. Wszelkie "fit książki" nie goszczą często w mojej domowej biblioteczce, a zazwyczaj nie zwracam szczególnej uwagi na te dotyczące diety. Jednak kiedy powyższa pozycja trafiła w moje ręce, z chęcią zajęłam się nią od początku do końca.

Książka podzielona jest na 5 rozdziałów:
- usuwamy toksyny
- poprawiamy trawienie
- w poszukiwaniu eliksiru młodości
- ładujemy akumulatory
- w pogoni za szczęściem

 Mogłoby się wydawać, że to kolejna zwykła książka z przepisami, jednak można w niej odnaleźć zdecydowanie więcej. Miłym akcentem na samym początku jest wstęp, w którym zawarta jest krótka historia Karoliny i Macieja. Dziewczyna - jak wiele z nas - zabiegana, zapracowana, tak jak otaczający ją świat. "Po latach przestała się nagradzać i karać jedzeniem. W końcu zaakceptowała i pokochała siebie". "W książce, którą macie w ręku, idziemy o krok dalej. Chcemy pokazać wam, że wewnętrzna harmonia nie zależy tylko i wyłącznie od jedzenia." To właśnie te słowa zachęciły mnie do dalszego zagłębiania się w następne strony.

Każdy kolejny rozdział ma też wstęp, gdzie dogłębnie opisywany jest dany problem. Uświadamiają nam o wielu problemach i zmianach, jakie zachodzą w naszym organizmie, ciele. Wszystko napisane jest tak obrazowo, że naprawdę nieźle działa na wyobraźnię i potrafi wpłynąć na nasze czyny. 

Przeglądając strony możemy znaleźć mnóstwo akapitów z nagłówkiem "Warto wiedzieć". Znajdziemy w nich ważne informacje, ciekawostki czy po prostu wytłumaczone pojęcia, o których wcześniej była mowa, dogłębniejsze informacje na temat składników, które są u nas rzadko spotykane itp. 


Same przepisy są również ciekawie stworzone. Zdjęcia obok zachęcają do wykonania danego posiłku samodzielnie, bo potrawy faktycznie wyglądają apetycznie. Co prawda nie miałam okazji jeszcze przetestować sporej ilości, jednak większość wydaje się być prosta do wykonania nawet dla takiego amatora jakim jestem :) Z pewnością za jakiś czas podzielę się tu z Wami zdjęciami i opiniami po wykonaniu kilku z nich.
Problemem dla niektórych mogą być niektóre wymienione składniki. Przykładowo, pierwszym z nich jest fasola adzuki, której nigdy nie spotkałam w większych sklepach. Zazwyczaj jest dostępna w sklepach ze zdrową żywnością, więc mimo wszystko jest do zdobycia dla przeciętnego człowieka i nie trzeba szukać jej na drugim końcu świata. 



Poza przepisami znajdziemy tam także informacje na temat ćwiczeń, relaksacji, pielęgnacji. 
Przyznam, że podchodziłam do tej książki sceptycznie. Z każdą kolejną stroną przekonywałam się jednak do niej coraz bardziej i jestem pewna, że jeszcze przez dłuższy czas będzie mi towarzyszyć. Zakochałam się w ostatnim rozdziale, bo zawiera sporo opcji dla "słodyczowych łasuchów", a jestem jednym z nich. Z przyjemnością poeksperymentuję z przepisami i będę próbowała wcielić w życie rady - nie ma tu nic trudnego, a spróbować zawsze warto!

 

sobota, 11 kwietnia 2015

Myprotein - wersja polska

Jakiś czas temu na blogu prezentowałyśmy recenzje produktów ze sklepu Myprotein. Od tamtego czasu minęło trochę czasu, a co za tym idzie - nastąpiły wcale niemałe zmiany, o których warto wspomnieć. W końcu po długich oczekiwaniach powstała polska wersja sklepu.

Dla osób, które na co dzień nie posługują się językiem angielskim, jest to spore ułatwienie. Zresztą nie każdy zna wszystkie "specjalistyczne" słówka, więc przy niektórych produktach trzeba było się pogłówkować. Czasem znajduję na stronie zdania brzmiące typowo jak skopiowane z translatora ("Zniżka na produkty poprawa!" ?) bądź zwykłe literówki, jednak zawsze da się zrozumieć o co chodzi ;)

Sporą wadą jak dla mnie jest fakt, że waluta dalej pozostała bez zmian. Cena na stronie prezentowana jest w euro. Zdecydowanie bardziej wolałabym opcję płatności w złotówkach, bo przy braku konta walutowego czasem już gubię się przelicznikach mojego banku... ;) Mimo wszystko dostępna jest płatność zwykłą kartą debetową lub paypal'em, więc nie ma większego problemu w tej kwestii.

Do tej pory specjalne promocje dostępne wyłącznie dla klientów z Polski przedstawiane były jedynie na Facebook'u Myprotein Polska. Obecnie informacje na temat promocji są też dostępne bezpośrednio na stronie, co ułatwia zakupy.

Już w międzynarodowej wersji wszystko było podzielone na odpowiednie kategorie. Jednak mi osobiście dużo lepiej szuka się produktów, kiedy widzę i rozumiem wszystko od początku do końca i nie muszę się domyślać co gdzie znajdę i do czego dany produkt służy :)

Polska wersja strony na pewno ułatwia wyszukiwanie produktów, wyczytywanie informacji na ich temat i cały proces zakupów. Większych zmian, oprócz samego faktu wprowadzenia języka polskiego, raczej nie zauważyłam i według mnie to zaleta. Szata graficzna pozostała bez zmian, wszystko znajduje się na tym samym miejscu, zmiany same w sobie nie są bardzo odczuwalne, jednak wszelkie ułatwienia w wersji polskiej zdecydowanie są na plus. Jedyną mocno wyczuwalną wadą jest wcześniej wspomniana waluta, choć wielkim problemem też to nie jest.


wtorek, 11 listopada 2014

Fitomento - poznawaj, planuj, ćwicz!


Jakiś czas temu wystartował kolejny serwis dla osób aktywnych fizycznie - Fitomento. Lubię takie "nowości", dlatego nie zastanawiając się długo, założyłam tam konto. Co prawda na pierwszy rzut oka strona nie zachwyciła mnie swoją szatą graficzną, ale jak to mówią - nie ocenia się książki po okładce ;)

Na portalu znajdziemy przede wszystkim bazę ćwiczeń. To dobra opcja dla osób, które zaczynają swoją przygodę z treningami na własną rękę lub dla tych, którzy chcę urozmaicić treningi o coś nowego. Każde z ćwiczeń pokazane jest na filmiku. Dla mnie to ogromny plus, bo czasem, szczególnie na początkach mojej przygody z ćwiczeniami, nie zawsze rozumiałam co dokładnie mam zrobić po samym opisie słownym.

Po zapoznaniu się z pojedynczymi ćwiczeniami możemy przejść do tworzenia treningów. Mamy do dyspozycji wybór jednego z przykładowych treningów, treningi innych użytkowników lub sami możemy stworzyć takowy plan treningowy. Po wykonaniu ćwiczeń zaznaczamy, że trening został wykonany. Możemy go odnaleźć później w naszym kalendarzu, a każde z ćwiczeń daje nam punkty. Pozwalają nam one ścigać się z innymi w rankingu lub dla samych siebie porównywać w jakich dniach "działo się" najwięcej.

Jeżeli chcemy, nasza aktywność zostanie umieszczona na głównej stronie Fitomento. Inni użytkownicy mogą nas dopingować, klikając słynne "lubię to!". Możemy zapraszać innych do znajomych, aby być na bieżąco z ich treningami, motywować się, pomagać. To dobry sposób na dzielenie się osiągnięciami ze znajomymi!

Mając jakiś problem, pytanie, radę dla innych, mamy do dyspozycji forum dyskusyjne. Niestety jak na razie odzew na nim nie jest zaskakująco duży, może z czasem kiedy pojawi się więcej osób, będzie lepiej.

Mnie osobiście na stronę codziennie przyciąga wspomniana wcześniej baza ćwiczeń. Uzupełnianie treningów jeszcze nie do końca mnie przekonało. Zazwyczaj tłumaczę się tym, że szkoda mi czasu, ale to pewnie dlatego że na razie wykonuję wcześniej już ustalone plany, które mam rozpisane gdzie indziej. Mimo wszystko zachęcam Was do rejestracji, może dzięki większej ilości użytkowników każdemu z nas będzie się tam przyjemniej działało :)

środa, 3 września 2014

Owadom mówimy STOP!

Lato to okres, kiedy ćwiczenia na świeżym powietrzu stają się przyjemnością. Korzystamy z parkowych alejek, rozkładamy matę wśród zieleni i oddychamy świeżym powietrzem. Ciężko jest jednak uprawiać jakąkolwiek aktywność w pełnym słońcu, dlatego najczęściej wybieramy poranki lub wieczory. Ale właśnie wtedy wśród traw czeka na nas najwięcej wrogów... owadów!
Komary i kleszcze są najbardziej uciążliwe. Kupując w zeszłym roku jeden ze specyfików przeciw komarom, miałam nadzieję, że problem minie. Niestety, jego zadaniem było chyba jednak przyciąganie owadów, przez co po dwóch użyciach wylądował w koszu. Tym razem przetestowałyśmy produkty OFF. Czy tym razem udało nam się ochronić przed owadami, czy znów padłyśmy ich ofiarą? Sprawdźcie sami co o nich sądzimy!


Każdy z powyższych specyfików był testowany przez nas przez kilka dni. Używałyśmy ich podczas aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, podczas zwykłych spacerów, gdzie owadów jest niemało czy w warunkach domowych, kiedy nie dało się już żyć ;)

 OFF! Protection Plus atomizer

Ania: Mówi się, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. W tym przypadku to trafna uwaga, bo pierwszą cechą tego produktu był zapach, który rozległ się po psiknięciu. Byłam zachwycona, bo w przeciwieństwie do wielu produktów tego typu, ten przyjemnie pachniał. Podczas aktywności w parku psikałam nim tylko nogi. Mimo że owadów w trawie było niemało, kręciły się tylko koło mojej twarzy, którą pominęłam. Jak na razie na powietrzu testowałam go max 4 godziny i w tym czasie się sprawdzał. Zaprzyjaźnię się z nim na dłużej :)

Joanna: Zapach oceniam pozytywnie, jest przyjemny. Nie straszne były mi komary podczas jazdy na rowerze, mając po dwóch stronach drzewa i wokół wilgotne powietrze.



 OFF! Protection Plus suchy aerozol

Joanna: Dla równowagi ten suchy spray śmierdzi niemiłosiernie. Chroni skutecznie, aczkolwiek żadna przyjemność być otoczonym przez te opary... Użyję ponownie jedynie w ostateczności.

Ania: Co do zapachu, zdecydowanie się zgadzam. Nie wiem jednak czy to przypadek czy rzeczywiście chroni aż tak dobrze, ale po każdym użyciu w przeciągu najbliższych godzin nie tylko żaden owad mnie nie ugryzł, ale żadnego bzyczenia komarów nawet nie słyszałam. Nie nie, nie siedziałam w tym czasie w domu, powierzchni krzaczastych i trawiastych w moim otoczeniu było niemało ;)
 OFF! Tropical suchy aerozol

Ania: Co prawda w tropikach nie miałam możliwości go wypróbować, ale czasem mam wrażenie, że nasze wrocławskie wały insektami im dorównują. Zapach jak dla mnie jest jakiś... bardziej intensywny, z początku duszący. Mimo tego warto przemęczyć się te kilka sekund, bo chroni nas bardzo długo. Szczerze nie sprawdzałam z zegarkiem czy etykietowe 8 godzin sprawdzał się dobrze, ale ponad 5 godzin w "trawiastych" warunkach przesiedziałam i chyba pierwszy raz w życiu nie rozdrapywałam się później cała w domu;) Żadnego ukąszenia komara!

Joanna: Seria tropikalna nie różni się wiele od pozostałych. Mają dodatkowy napis, jakoby chronią przed komarami tropikalnymi, aczkolwiek nie było mi dane tego sprawdzić.
 OFF! Tropical atomizer

Ania: Opakowanie jest bardzo poręczne, dlatego to właśnie na niego padło podczas wyjazdu do Warszawy. Mimo że to duże miasto, podczas zwiedzania we wszelkich parkach i na skwerach wieczorem komarów było niemało. Sprawdził się w 100% - skończyłam bez pogryzień:) No dobra, w autobusie odkryłam jedno na palcu, ale dłoni nie dość że nie pryskam to jeszcze w międzyczasie kilkukrotnie zostały umyte, przez co specyfik nie miał tam dla siebie miejsca ;)
OFF! Max w aerozolu

Ania: W tym przypadku początki nie były zbyt przyjemne, bo po psiknięciu dosłownie zaczęłam się dusić. Był strasznie przytłaczający. Po kilkunastu sekundach spray "opadł", choć niemiły zapach czułam jeszcze przez kilka kolejnych minut. Nie ma co narzekać, w końcu to nie perfumy ;) Testowanym terenem były wały, a jak wiadomo - w pobliżu wody złośliwych owadów od groma. Tym razem nie zapomniałam o twarzy, zastosowałam go także na całe ręce, pomijając nogi (miałam długie legginsy). Czy działa? Zdecydowanie tak! Tylko następnym razem spryskam się nim cała... Jakie było moje zdziwienie, kiedy na dworze nie usłyszałam i nie widziałam w swoim pobliżu żadnego komara, a wracając do domu zobaczyłam dwa ugryzienia na niespryskanych nogach ;) Pozostałe części ciała bez zarzutów!



Joanna: Na pierwszy psik byłam przygotowana ze zmarszczonym nosem i nietęgą miną, przyzwyczajona do śmierdzących zapachów preparatów tego typu. Jakie było moje zdziwienie, gdy zapach, który się uwolnił był słodki i zupełnie nie drażnił! Wypróbowałam na ciele i w powietrzu. Nie chcąc brudzić ścian, zapsikiwałam komary na śmierć. Wystarczyły dwa krótkie "strzały" ;)














Jak widać, nie wszystkie nasze opinie są identyczne, dlatego najlepiej przekonać się na własnej skórze! :) Znów dość dawno nas tu nie było. A tyle się dzieje! W ostatnim czasie głównie czas poświęcam na Mistrzostwa Świata w siatkówce, zawitałam też na Memoriale Lekkoatletycznym w Warszawie z udziałem Usaina Bolta. Może w najbliższym czasie co nieco poopowiadam na temat tych sportowych wypadów, choć nie jestem przekonana czy kogokolwiek to zainteresuje... ;)
Pozdrawiamy!

czwartek, 1 maja 2014

Trening funkcjonalny z Kasią Wysocką

Cześć! Niejednokrotnie powtarzałam, że jeśli ćwiczę w domu, zazwyczaj stawiam na zagraniczne trenerki, bo żadna z polskich mnie nie zachwyciła i nie zachęciła do ruchu. Ale czuję, że w końcu znalazłam coś dla siebie! Kasia Wysocka jest wykładowcą AWF we Wrocławiu, instruktorką fitness i nie tylko - więcej o Niej możecie przeczytać na stronie wydawnictwa płyty, chyba nie ma sensu abym to kopiowała :)

Co szczególnie ujęło mnie w całej płycie?
Po pierwsze, i co chyba najważniejsze, każde z ćwiczeń jest starannie opisywane chwilę przed wykonaniem. W tym czasie mamy kilka sekund na odpoczynek - marsz. Są 3 wersje ćwiczeń: najłatwiejsza, trudniejsza i najtrudniejsza. Jeżeli na początku nie damy rady wykonać wszystkich trzech, dobrą alternatywą jest powtórzenie łatwiejszej wersji w miejscu tej trudnej. Każde powtórzenie trwa 20 sekund. Ogromnym plusem jest dla mnie wyświetlający się na ekranie zegar, który odlicza każde upływające sekundy.

czwartek, 3 kwietnia 2014

MyProtein - batony, witaminy, suplementy

Cześć! Dziś mamy dla Was recenzje na temat produktów MyProtein. Paczka doszła do nas już jakiś czas temu, więc zdążyłyśmy wszystko przetestować :)
Zacznijmy więc od początku. Kurier przyniósł paczkę do domu. Karton był dość duży w porównaniu do zamówionych produktów, ale jak się okazało - wszystko dla bezpieczeństwa produktów. W środku były poduszki powietrzne (nadmuchane opakowania), aby wszystko trafiło w nienaruszonym stanie. Jak się okazało po otwarciu - dobrze spełniły swoje zadanie. Po wyjęciu rzeczy z kartonu trochę się zawiodłam i zdziwiłam zarazem, ponieważ spotkała mnie warstwa... brudu i wszechobecnego kurzu. No cóż, zdarza się i najlepszym, zamówienie trafiło pod prysznic, ważne że zawartość w środku była w takim stanie, w jakim powinna przyjść :)

niedziela, 26 stycznia 2014

Zimowe "puszenie" ;)

Zima dopiero daje nam w kość i mroźne powietrze oraz gwałtowne zmiany temperatur źle działają na nasze włosy. Zauważamy głównie, że zaczynają się puszyć i przesuszają nam się końcówki. Jak dbać o nie o tej porze roku? Oto mój sposób.

W szczególności musimy być bardzo troskliwe i delikatne w stosunku do naszej czupryny. Nie tylko dla samych włosów, ale również dla skalpu. Od dawna dbam o włosy ze zdwojoną siłą i wiem, co jest dla moich najlepsze.

Jakiś czas temu w internecie bloggerki i włosomaniaczki skandowały "stop sylikonom". Poszłam za ich śladem i mimo iż nie odczułam jakiś super długotrwałych skutków ubocznych tej "kuracji bezsilikonowej", to jednak źle wspominam walkę w poszukiwaniu produktów, które ich nie zawierały. Moje włosy również.

czwartek, 23 stycznia 2014

Nike Air Retaliate 2

Witajcie! Dziś przychodzę do Was z małą recenzją moich nowych butów do biegania, które w końcu udało mi się kupić. Stare buty były już po prostu... za stare i to nie przez moje "widzimisię", lecz powodowały u mnie ból piszczeli. Nie wiem dlaczego, ale jeśli chodzi o ćwiczenia, zawsze jest mi najwygodniej w butach Nike. Rozglądałam się także za Asics'ami, bo dość często są chwalone wśród biegaczy, jednak nie znalazłam modelu, w którym czułabym się idealnie. Mój wybór padł na Nike Air Retaliate 2.

piątek, 17 stycznia 2014

Okulary przeciwsłoneczne Firmoo

Witajcie :) Niedawno dostałam maila z propozycją współpracy od firmy Firmoo, zajmującą się sprzedażą okularów korekcyjnych oraz przeciwsłonecznych dla kobiet i mężczyzn. Postanowiłam spróbować tej współpracy i zrecenzować Wam okulary, które przyszły do mnie parę dni temu.

Szczerze mówiąc, jestem sceptycznie nastawiona na kupno czegokolwiek, co wymaga przymierzenia, przez internet. A w szczególności, jeśli chodzi o okulary, bo jestem jedną z tych osób, dla której ciężko znaleźć jest takie, które by świetnie pasowały. Jeżeli chodzi o ten egzemplarz jestem mile zaskoczona, że nawet bez przymiarki okulary te pasują mi sto razy lepiej niż niejedne drogeryjne 25-złotówki. Chyba, że nie i naiwnie wydaje mi się, że tak jest...

środa, 8 stycznia 2014

Woda z kranu? Butelka Bobble!

Witam,
dziś chciałam się z Wami podzielić recenzją jednego z moich prezentów świątecznych (za który jeszcze raz bardzo dziękuję! :*). Chodzi tu mianowicie o butelkę Bobble. Przyznam szczerze, że wcześniej o niej nie słyszałam, dlatego byłam jeszcze bardziej zachwycona.

Co jest takiego niezwykłego w tej butelce? Z pewnością fakt, że jest wielokrotnego użytku ;) Ale to nie wszystko... Posiada filtr węglowy, który oczyszcza wodę z zanieczyszczeń i chloru!

czwartek, 28 listopada 2013

Brak czasu a ćwiczenia - program Activia

Ta końcówka miesiąca wraz z początkiem grudnia jest czymś strasznym. Nie mam czasu kompletnie na nic, nauka zajmuje mi cały wolny czas, ostatnio nawet ten przeznaczony na sen. Z siłownią nie widziałam się już dłuższy czas, jedynie basen w poniedziałkowe poranki wciąż ze mną trwa ;) Do ćwiczeń w domu motywacji też nie miałam, nawet nie tyle motywacji co jak już wyżej wspominałam - czasu. Trafiłam jednak na coś, co pomaga mi utrzymać formę, dopóki znów w pełnym wymiarze nie wrócę do ćwiczenia na siłowni i innych aktywności fizycznych. Program Activia.

niedziela, 10 listopada 2013

Badanie Running Station

Witajcie! Przez to całe zabieganie związane głównie ze szkołami jesteśmy tutaj coraz rzadziej, jednak postaramy się to w najbliższym czasie naprawić i w pewien sposób... wynagrodzić :)

Tymczasem chciałam opowiedzieć Wam o badaniu Running Station, któremu miałam okazję wczoraj się poddać.

Pozwolę sobie zacytować czym ono w ogóle jest: "RUNNING STATION niemieckiej firmy Currex GmbH to profesjonalne urządzenie do analizy biomechanicznej dla specjalistycznych sklepów biegowych. Stanowi kompletny system do przeprowadzania tego typu badań przy użyciu oprogramowania MotionQuest. Zawiera wysokiej jakości elektroniczny skaner optyczny do badania wysklepienia stopy oraz zintegrowany system wideo do analizy układu kostnego nóg."

sobota, 26 października 2013

Wyćwiczyć... język

No cóż, jak jest kondycja, tak może być i język. Jakiś tydzień temu postanowiłam ostro wziąć się za pracę nad swoim angielskim. Niestety nie mam czasu na udział w kursie, a oferta uczelniana jest naprawdę przeciętna i niestety w skład grup wchodzą ludzie o mieszanych poziomach językowych, pomimo odgórnego rozróżnienia.
W związku z tym zdecydowałam się na zakup fiszek dokształcających z zakresu słownictwa na poziomie Advanced C1. To świetna forma nauki! Na uczelni przypomnę sobie gramatykę, a w domu będę pracować nad słownictwem. I tak już od tygodnia, co wieczór, fiszkuję i muszę powiedzieć, że przynosi to efekty!

środa, 23 października 2013

Buty Nike LunarSwift+ 2

Witajcie! Dziś postanowiłam napisać co nieco na temat butów, z którymi zdążyłam już sporo przeżyć, ponieważ współpracują ze mną już ponad 2 lata! Przedstawianym przeze mnie modelem są buty Nike LunarSwift+ 2. Mimo że pojawiło się już wiele nowych wersji, są wciąż dostępne i dość popularne, szczególnie kiedy znajdują się w ciekawej promocji.
Zacznę od przedstawienia modelu.
Przeznaczenie: bieganie. Ja wykorzystuję je praktycznie w każdej dziedzinie sportu - bieganie w terenie, długie spacery z psem, jazda na rowerze, ćwiczenia na siłowni, bieżnia tartanowa, bieżnia mechaniczna, ćwiczenia fitness indoor. Sprawdzają się świetnie, choć w najbliższym czasie planuję zainwestować w dodatkowe pary butów, aby te "odciążyć" i wprowadzić coś nowego! :)

piątek, 27 września 2013

Magazyn Peso Perfecto - zdrowie i uroda

Ostatnio będąc na siłowni otrzymałam magazyn Peso Perfecto - zdrowie i uroda. Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nawet o nim nie słyszałam. Po rozmowie ze znajomymi dowiedziałam się, że oni też nie mieli z nim do czynienia, a z racji wszechobecnego narzekania na brak magazynów o "fit życiu" w polskich sklepach postanowiłam co nieco o nim opowiedzieć, może komuś z Was przypadnie do gustu:) W moje ręce trafił magazyn nr 2/2013. Jego cena to 7zł. W porównaniu do typowych magazynów to dość dużo, jednak te "specjalistyczne" takie ceny już miewają.

A co znajdziemy w środku?
Przede wszystkim mnóstwo ciekawostek, np. "miniskaner zamiast gastroskopii", czy wywiad "Kiedyś byłam małą kuleczką" z Weroniką Książkiewicz. Kolejne strony przedstawiają historie osób, które schudły od 20 do nawet 60kg! Niewiarygodne, ale strasznie motywujące. Główna część gazety opiera się na tematach diety. W tym numerze znajdziemy sporo informacji na temat cholesterolu.