środa, 21 września 2016

Dieta Jestemfit.pl - czyli jak przytyłam

W ostatnim czasie wiele się u mnie działo, wiele złego, czego skutkiem była jeszcze większa niedowaga niż wcześniej. Z 48kg spadłam do 44kg, zerowy apetyt, ogólne problemy z jedzeniem... To nie zapowiadało się dobrze. Biorąc pod uwagę fakt, że chodzę na siłownię, moja dieta powinna być zdrowa i o wiele bardziej kaloryczna. Z pomocą przyszła dieta stworzona specjalnie dla mnie z portalu Jestemfit.pl. Mimo iż jest to dieta tworzona przez internet i wszystko jest banalnie proste, musimy wypełnić ankietę, która porusza chyba każdy ważny temat podczas układania diety. W razie wątpliwości możemy skontaktować się bezpośrednio z naszym dietetykiem - o moim przykładzie za chwilę.


Ankieta przyszła mi na emaila na następny dzień, wypełnienie nie zajęło mi dużo czasu, ale warto się na niej skupić. Jak dla mnie - świetnie, że jest możliwość wyboru ile różnorodnych posiłków w ciągu tygodnia chcielibyśmy jeść. No cóż, jako studentka nie mogę sobie pozwolić na codziennie inne rarytasy i jak pewnie większości z Was, zdarza mi się gotować np. na 2 dni lub po prostu robię coś z połówki danej rzeczy i fajnie jest wykorzystać w innym dniu też tą "drugą część" ;) Po określeniu wszystkich najważniejszych rzeczy o naszej diecie, wysyłamy ankietę i czekamy na gotową dietę. Pojawia się od razu na portalu Jestemfit po zalogowaniu - i warto to kontrolować, ja niestety przegapiłam pierwszy dzień czekając na jakąś informację na emailu, której nie dostałam. Pierwszy plus jaki zauważyłam już po otrzymaniu diety? Co tydzień otrzymujemy listę zakupów. Świetna sprawa, bo można zrobić w weekend jednorazowe większe zakupy z czystym sumieniem, że o niczym nie zapomnieliśmy i nie trzeba będzie biegać do sklepu podczas przygotowywania obiadu.


Na pierwszy rzut oka dieta przeraziła mnie swoją "zdrowością". Jak to, żadnego kotleta? Warzywo, warzywo, ryż, warzywo, poprzeplatane z jajkami. Mimo wszystko spróbowałam, wiem że moja dieta woła o pomstę do nieba, przyda się jakieś urozmaicenie. Nie ukrywajmy, pierwsze dni mnie załamały. Ilość kalorii była dla mnie zbyt niska, rozpisano mi 1900kcal przy czym przy moim trybie życia i wadze powinnam zjadać codziennie około 2400-2500kcal. Oczywiście nie skończyło się na płaczu, a na natychmiastowym kontakcie z dietetyczką. Po mojej wiadomości po około 2 godzinach otrzymałam telefon, sprawa została wyjaśniona (niedoprecyzowanie ile kalorii zjadałam do tej pory), a ilość kalorii w diecie na stronie natychmiast zmieniona. Kontakt jak najbardziej na plus! Na bieżąco możemy korzystać z czatu, jeżeli coś nam się w diecie nie spodoba, jeśli jednak nie chcemy używać jakiegoś produktu lub dany posiłek nam nie pasuje/nie smakuje. Dietetycy też są ludźmi i nie będą wciskać nam niczego na siłę, a postarają się pomóc i w miarę możliwości zmienić co trzeba.

Przyznam, nie trzymałam się ściśle diety. Często wpadł nam na obiad wspomniany kotlet zamiast makaronu z krewetkami, które totalnie nie są dla mnie. Jako duży plus traktuję fakt, że w końcu mogłam urozmaicić moje posiłki. Codzienny serek na śniadanie zastąpiły różne warianty jajecznicy, grillowanych kanapek, choć bez zwykłej kanapki z szynką i ogórkiem też się nie obejdzie, na szczęście dieta i to obejmuje. Co było dla mnie zupełną nowością - na obiad zero ziemniaków. Nie narzekam, szczerze wolę makarony i ryż, w końcu miałam pretekst aby przekonać do tego mamę. Uwielbiam sałatki i miałam możliwość wypróbowania kilku nowych. Żeby nie było tak kolorowo - trochę też ponarzekam. Na drugi posiłek zaznaczyłam lunchbox z nadzieją, że zainspiruję się czymś ciekawym, smacznym i pożywnym, aby brać na uczelnię. Niestety oprócz kanapek (choć wersja z grillowanym kurczakiem mi się spodobała i czasem zagości na uczelni) dostałam w diecie jedynie koktajle. Choćbym nie wiem jak się starała, koktajl nie zaspokoi u mnie głodu, a do obiadu o 16 już od długieeego czasu będzie mi burczało w brzuchu. Kiedy jestem w domu, mogę sobie rozbić choćby kromki ze śniadania (wg diety powinnam jeść 4), i połowę jem nieco później. W roku akademickim jest to niestety bardziej kłopotliwe, trzeba będzie kombinować :) Jednak z diety korzystałam jeszcze w trakcie wakacji, więc nie przeszkadzało mi takie rozwiązanie i postanowiłam nie wymieniać tych produktów.

Na zdjęciu powyżej pokazałam Wam jak opisany jest każdy z posiłków. Tutaj duży plus, bo w dietach często dostajemy puste hasła co mamy o danej porze zjeść. W przypadku tej diety, każde danie jest pokazane na zdjęciu, dostajemy szczegółowy opis sposobu przygotowania z konkretnie rozpisaną ilością składników oraz informacje o zawartości makroskładników w danym posiłku. Niby banalne rzeczy, ale bardzo ułatwiające życie na diecie.

Cieszę się, że mogłam wypróbować coś nowego. Jajecznica zawsze była dla mnie po prostu jajkiem, a nie kombinacją z warzywami. Właśnie, w mojej diecie w końcu pojawiło się mnóstwo warzyw. Mimo że lubię koktajle, do tej pory raczej ich nie robiłam. Dieta była moją małą motywacją, żeby wziąć w rękę blender. Nagadałam się o jedzeniu, a na koniec wypadałoby wspomnieć o tym najważniejszym. Jakiś czas temu waga wskazała liczbę 44 na czczo, można powiedzieć że praktycznie po 3dniowej głodówce spowodowanej kłopotami z jedzeniem. Wcześniej przez długi czas stała na 48kg, a to dla mnie mimo wszystko za mało - dalej niedowaga. Walczę, aby przytyć, a przy okazji wyrzeźbić ciało. Aktualnie stanęło na 49,5kg i mam nadzieję, że uda mi się zdobyć jeszcze te 2-3kg :)

Koktajl czekoladowy z bananem

8 komentarzy:

  1. Ja bardzo chciałabym przytyć, nawet nie wiedziałam, że jest taki portal. Bardzo przydatny post. Postaram się wypróbować. :)

    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy post, dobrze, że udało Ci się przytyć! Poprzedni post był bardzo przydatny jak dla mnie, dziękuje :D
    Dodaję do obserwowanych i zapraszam do mnie:
    onlymomcanjudge.blogspot.com
    ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy post :) ja ostatnio przytyłam kilka kg i muszę trochę schudnąć :( Nie wiem jak sobie rozpisać dietę, żeby się nie zagłodzić :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ktoś jest bardzo chudy to i odporność spada i energii nie mamy. Da się przytyć, ale chyba najlepiej to z pomocą dietetyka co?

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny blog i świetny post :0 ja też musiałam przytyć wychodząc z ed, co nie było proste. brawa za motywację! zapraszam też do siebie na www.kate-life-trends.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziwne że po takiej diecie przytyłaś, warto się nad tym dłużej zastanowić.

    OdpowiedzUsuń