niedziela, 5 maja 2013

Odchudzanie - etap 1


Wiele z Was może przypuszczać, że rozpoczęcie odchudzania wiąże się z odmawianiem sobie najpyszniejszych smakołyków... nic bardziej błędnego. Moja teza sprawdzi się, gdy nie popełnimy błędu podstawowego - nie zaczniemy odchudzania od głodówki.

Poza tym, gdybym chciała prowadzić naprawdę zdrowy tryb życia i trzymać się ściśle określonej diety, musiałabym być bezrobotnym milionerem. Dlaczego? Żeby mieć wystarczająco dużo czasu na przygotowywanie pożywnych potraw, ćwiczenia, systematyczne jedzenie o określonych porach. Nie stawiajmy więc sobie nierealnych celów.

Zacznijmy zatem od małych kroków. "Zrezygnuję ze snickersa na rzecz jabłka."

Niektórym z Was może się wydawać, że zdrowe odżywianie wiąże się z dużymi wydatkami pieniężnymi. Mogę się założyć, że w zamian za paczkę dobrych chipsów kupię dwa pomidory, ogórka zwykłego i szczypiorek, a zamiast dużej coca coli bądź pepsi, trzy duże butelki wody niegazowanej. To pierwszy etap do sukcesu. Zamienić żywność niezdrową na zdrową.

Ważna jest też wczesna pobudka. Nie wiem, jak Wy, ale ja im dłużej śpię, tym bardziej nie chce mi się później wstać. Optymalny czas snu to osiem-dziewięć  godzin. Akurat dobrze się składa, że zwykle zajęcia mam na rano. Dzięki temu, mój dzień się "wydłuża" i mam sporo czasu na przygotowanie pożywnego śniadania. Zamiast parówek jem grzanki z listkiem sałaty, jajkiem na twardo, szczypiorkiem i papryką. Im więcej warzyw, tym lepiej. Na drugie śniadanie zabieram na uczelnie gruszki, jabłka, czasem banana. I najważniejsze - wodę.

A propos wody. Trzeba mieć nawyk picia jej bardzo często. Nawet, jeżeli nie chce nam się pić, to i tak powinniśmy to robić - cały czas nawadniać organizm. Co z tego, że co chwilę będziemy chodzić do łazienki? To nic złego. Gdy zasycha nam w gardle, to znaczy, że już dawno powinnyśmy wziąć parę łyków, bo organizm zaczął się tego domagać.


Co więcej, kolejnym - także moim - błędem żywieniowym, były zbyt długie przerwy między posiłkami. Potrafiłam zjeść rano śniadanie, a około godziny siedemnastej obiad. To źle wpływa na przemianę materii i samopoczucie. Po co straszyć brzuchowym potworem? Lepiej zjeść mniej rano, a do obiadu przemycić jeszcze parę małych dietetycznych posiłków. To oczywiście nie znaczy, że przy obiedzie puścimy wodze i zjemy kopę ziemniaków!

Poza tym, to że ja zjem mniej niż Wy, nie znaczy że musicie się głodzić. Najważniejsze to nie odczuwać głodu. Trzeba umieć go tak zaspokoić, żeby zjeść jak najmniej. I przy okazji nie popaść w życie o wodzie. Wszystko ma swoje granice. Istotne jest, żeby dostarczyć dzienną porcję kalorii, witamin i cukru. Cukier przemycają owoce. Zamiast fanty czy sprite'a piję miętę z sokiem malinowym.

A gdy już będziemy piękne i szczupłe, nie zapominajmy o drodze, którą przeszłyśmy i nie pożerajmy pudełka batonów i ptasich mleczek w nagrodę :)

7 komentarzy:

  1. Naprawdę świetny, pouczający post. Bardzo mi się podoba. W moim przypadku dobrą rzeczą byłoby wyrobienie sobie nawyku wstawania o względnie tej samej porze (to samo powinno tyczyć się kładzenia spać), ale nie wiem czy coś z tego wyjdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie przede wszystkim zaczęło się od dużej ilości wody i wybrania zdrowych wersji :D

    OdpowiedzUsuń
  3. lubie czytac takie wpisy sa bardzo motywujace

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz świetnego bloga ,aż się czytac chcę ;)

    Dziękuje i obserwuje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie przede wszystkim zaczęło się od dużej ilości wody i wybrania zdrowych wersji :D

    OdpowiedzUsuń